28 sierpnia 1983

Dzisiaj, w trzecią rocznicę kolejnej próby odrodzenia naszej Ojczyzny, właściwie wystarczyłaby zaduma i przywołanie w pamięci tych chwil, kiedy w upalne dni sierpniowe 1980 roku, z troski o dom ojczysty, w bólu i niepokoju serca, w niepewności jutra, w umęczeniu fizycznym i duchowym, na klęczkach z różańcem w ręku, na klęczkach przy polowym ołtarzu, z patriotycznymi i religijnymi pieśniami na ustach, w patriotycznym zrywie robotników, z poparciem inteligencji i świata kultury – rodziła się „Solidarność" polskiego narodu. „Solidarność", która w krótkim czasie rozrosła się jak olbrzymie drzewo.

I chociaż dzisiaj ma obciętą koronę, porąbane gałęzie, jednak ma korzenie mocne, bo zapuszczone w ludzkie serca i umysły.

Dlatego zawsze będzie wypuszczała nowe gałązki i będzie przypominała światu, że jest, że istnieje, że żyje!

Chciałbym, by nasza dzisiejsza modlitewna zaduma owocowała poza świątynią, podczas spotkań w gronie przyjaciół i w środowiskach pracy. By to, co dobre, piękne i szlachetne pomnożyło się w ostatnich latach w naszej Ojczyźnie, wrosło jeszcze mocniej w nasze codzienne życie. Nasze rocznicowe refleksje snuć dzisiaj będziemy w oparciu o słowa bardzo ważkie w swojej treści: wolność, prawda, sprawiedliwość i solidarność.

Wolność. Działalność ziemska Jezusa Chrystusa zmierzała właściwie do tego, aby uświadomić ludziom niezwykle ważna rzeczywistość, że do wolności zostaliśmy stworzeni, do wolności dzieci Bożych.

Bóg stworzył człowieka wolnym do tego stopnia, że może on Boga przyjąć lub odrzucić. Wolność jest więc wartością, która Bóg wszczepił w człowieka od chwili jego urodzenia. Nieszanowanie prawa wolności, zwłaszcza wolności sumienia i przekonań, jest występowaniem przeciwko samemu Stwórcy.

W Ojczyźnie naszej, po okresie szczególnego ograniczenia wolności osobistej, naród miał prawo oczekiwać, że zakończenie stanu wojennego i amnestia przekreślą wzajemne urazy i krzywdy, przywrócą społeczeństwu podmiotowość, o którą wielokrotnie upominał się Ojciec Święty, umożliwią kontynuowanie przerwanego w grudniu 1981 roku dialogu między władzą i narodem. Naród miał pełne prawo oczekiwać, że rozpocznie się czas wspólnego, zgodnego budowania Ojczyzny.

Ale aby te wszystkie oczekiwania spełniały się, w Ojczyźnie trzeba zawsze kierować się prawdą. Prawda to zgodność słów z czynami. Nie można przyjąć za prawdę pięknych słów i deklaracji o prawdziwej ugodzie, gdy idą one równolegle z coraz dalszym odbieraniem praw obywatelskich. A ostatnie przepisy prawne zatwierdzone przez Sejm są niewątpliwie ustawami nie dla dobra i interesu społeczeństwa. Cofają one bowiem zakres swobód obywatelskich nie tylko poza 1980 rok, ale nawet 1956. Uderzają w wolność myśli i samorządność wyższych uczelni. Uderzają w niezależną myśl młodzieży akademickiej.

Czyżby więc nic nie zmieniło się od wieków, to znaczy od czasów Platona, który powiedział, że: „każdy rząd ustanawia prawa dla własnego interesu"?

Przypomnijmy chociaż niektóre z cech prawomocnego rządu według książki Wskrzesić Polskę, zbawić świat, wydanej przez PAX w 1981 roku. „Musi zawsze pozostawać niezmiennie w roli sługi – rząd, w stosunku do Narodu, bo Naród musi służyć sobie nawzajem, musi zawsze być posłuszny Prawdzie i Sprawiedliwości, musi być rzeczywiście władny tworzyć szczęście wspólne, żądając od każdego nie więcej, niż sam może i chce nieprzymuszenie z siebie dać, a nie potrzebuje nigdy uciekać się wobec rządzonych do przemocy ani do żadnego rodzaju przymusu".

Jak więc ocenić władzę, która autorytet swój chce odzyskiwać przy pomocy niezliczonej ilości przepisów i ustaw?

Prawda to zgodność słów z czynami! Prawdą jest, że człowiek to koronne stworzenie Boga i nie może być podporządkowany innym celom, niezgodnym z jego ostatecznym przeznaczeniem do życia wiecznego z Bogiem.

Prawdą jest jak powiedział Lech Wałęsa w rozmowie z Ojcem Świętym w dniu 27 czerwca bieżącego roku, że okres od zrywu sierpniowego przemienia dusze ludzkie. Naród już wie, czego chce, i nie uda się tej wewnętrznej przemiany cofnąć.

Prawdą jest, że solidarność narodu naszego wyrosła na łzach, krzywdzie i krwi robotniczej i że powstała w trosce o dom ojczysty.

Prawdą jest, że umowy sierpniowe zawierano z
Solidarnością", a więc ruchem narodowym, a nie ze związkiem zawodowym, który w parę miesięcy później dopiero się uformował. I stąd zerwanie umów sierpniowych w sposób bolesny, przy użyciu przemocy w grudniową noc 1981 roku, było zerwaniem dialogu z narodem.

Bo jak stwierdzili biskupi 15 grudnia, w dwa dni po wprowadzeniu stanu wojennego: „Decyzja władz stanowiła cios dla społecznych oczekiwań i nadziei na to, że drogą porozumienia można rozwiązać istniejące problemy naszej Ojczyzny..."

Prawdą jest, że „Solidarność” ma prawo do swobodnego istnienia, ponieważ zapłaciła wysoką cenę. Kosztowała naród bardzo wiele. Niektórzy zapłacili cenę najwyższą, swoje życie. Wielu płaciło utratą wolności przez długie miesiące, wielu skazano na opuszczenie Ojczyzny.

Do dzisiaj przebywają w więzieniach ci, którzy są najwierniejsi swoim przekonaniom i swojemu sumieniu.

Wielu zmuszano do podpisywania deklaracji niezgodnych z sumieniem, o czym tak mówił ksiądz prymas 6 stycznia 1982 roku: „Żądanie podpisania deklaracji o różnych treściach, a zwłaszcza o wystąpieniu z »Solidarności«, obejmuje coraz szersze kręgi pracowników i w razie odmowy powoduje zwolnienie z pracy..."

Jest to więc prawo do istnienia okupione wieloma cierpieniami fizycznymi i duchowymi.

Prawdą jest, że naród, przez dziesiątki lat zmuszany do milczenia i wydajnej pracy, czasami podnosił głos, nie kontrolując go, za wysoko.

Ale prawdą też jest, że - jak mówił zmarły przed dwoma laty ksiądz prymas - „Solidarność” w ciągu kilku miesięcy zrobiła więcej, niż zdołałaby dokonać tego najbardziej sprawna polityka. Prawdą jest też, że do Związku Zawodowego „Solidarność” w krótkim czasie wstąpiły dobrowolnie i spontanicznie miliony. A jak jest dzisiaj, pomimo różnego rodzaju nacisków, z nowymi związkami, sami wiecie najlepiej.

Kolejne słowo do rozważenia w naszej rocznicowej zadumie modlitewnej – to sprawiedliwość.

Sprawiedliwość to równość wobec prawa i niezawisłość sądów. To możliwość odpowiedzenia w prasie bez interwencji cenzury na artykuł-paszkwil, skierowany przeciwko Kościołowi, jaki ukazał się w tygodniku „Życie partii" pod datą 17 sierpnia bieżącego roku. I trzeba może tu dodać słowa świętej pamięci kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Jeżeli nieprzyjaciel zwalcza Kościół, to widocznie służyło mu to do walki z narodem”.

Sprawiedliwość to przyznanie każdemu należnych praw. To godziwa zapłata za godziwą pracę. To niemożliwość wyrzucenia z pracy czy pozbawienia jej za to, że ktoś inaczej chce dobra Ojczyzny.

Sprawiedliwość to możliwość odpowiadania na zarzuty stawiane „Solidarności” w broszurze Porozumienia Sierpniowe, którą w dobie wysokich cen wydawniczych można nabyć za jedyne 18 złotych. To możliwość oczyszczenia się z oszczerstw rzucanych publicznie przez środki masowego przekazu, choćby w ostatnich tygodniach na Lecha Wałęsę.

Sprawiedliwość to pluralizm, o którym zapewniano jeszcze w stanie wojennym, pluralizm dla związków zawodowych, dla środowisk twórczych bez egidy jednego patronatu. To stworzenie dla młodzieży takich warunków, w których mogłaby ona realizować kształtowanie osobowości według obranych, a nie narzucanych zasad, i gdzie mogłaby uczyć się życia społecznego w organizacjach młodzieżowych, odpowiadających jej światopoglądowi, jak stwierdzili swego czasu biskupi polscy.

Sprawiedliwość to amnestia z całkowitym skreśleniem kar za czyny z dekretu i naprawienie krzywd, zwłaszcza krzywd moralnych. To ugoda społeczna z gwarancja, że naród nie będzie kolejny raz oszukany, że czas budowania wspólnego domu ojczystego za kilka lat nie okaże się znowu czasem błędów i wypaczeń. Że trud i praca narodu nie będą zmarnowane.

I kolejne, już ostatnie słowo w naszej dzisiejszej zadumie, to słowo solidarność.

Solidarność to jedność serc, umysłów i rąk zakorzenionych w ideałach, które są zdolne przemieniać świat na lepsze. To nadzieja milionów Polaków. Nadzieja tym silniejsza, im bardziej jest zespolona ze źródłem wszelkiej nadziei – z Bogiem.

Solidarność, jak mówił Ojciec Święty po powrocie z Afryki –
to imię jedności i wspólnoty. To głęboka treść, jaką zadali sobie Polacy lat osiemdziesiątych". To wołanie wielkim głosem o poszanowanie ludzkiej godności, to jednocześnie dostrzeganie drugiego człowieka i jego problemów. To troska o uwięzionych, upominanie się o wolność dla nich, to opieka nad ich rodzinami. To braterska troska o wszystkich, którzy są szykanowani i dyskryminowani za nasze wspólne przekonania. To obowiązek likwidowania zła i mechanizmów jego działania. To ukazywanie młodzieży wielu przemilczanych spraw historycznych naszej Ojczyzny.

Solidarność to wreszcie stała troska o dom ojczysty, to zachowanie wolności wewnętrznej nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia. Pokonanie w sobie lęku, który kurczy gardło. To zachowanie swojej godności dziecka Bożego i odważne przyznawanie się do tego, o słuszności czego jesteśmy przekonani i co nosimy w naszych sercach.

Zakończmy nasze dzisiejsze rozważania słowami, które wypowiedział Ojciec Święty jeszcze jako biskup Krakowa, a które to słowa cytowałem już w październiku ubiegłego roku: „Słaby jest lud, jeśli godzi się na swoja klęskę, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina. Bo godziny wciąż powracają na wielkiej tarczy historii".

Ale pamiętajmy, że mocny jest lud, gdy w swoim życiu i w swojej Ojczyźnie buduje na prawdzie, miłości, sprawiedliwości i solidarności serc i umysłów, w modlitewnym zjednoczeniu ze źródłem tych wartości, Ojcem ludów i narodów – Bogiem przedwiecznym.
Amen.  

Powiązane informacje